wtorek, 3 lipca 2012

Cast Away - Tom Hanks tam był a po nim my!


W 2000 r. powstał film Cast Away z Tomem Hanksem o rozbitku na samotnej wyspie na Pacyfiku. Dziś ta wyspa należąca do Fiji  jest jedną z wielu atrakcji dla turystów. Po kilku godzinach żeglugi jachtem dotarliśmy do wyspy Mondriki, czyli filmowej samotnej wyspy. (Wikipedia podaje nazwę Monuriki). 

Prawda czasu i prawda ekranu nieco się od siebie różnią, bo w rzeczywistości samotna wyspa otoczona jest innymi wyspami, na których życie kwitnie i stoją luksusowe hotele. Natomiast faktem jest, że wyspa jest mała, nic na niej nie ma ale otacza ją rafa koralowa i nurkowanie w gorącej wodzie pełnej ryb jest samą przyjemnością.





sobota, 30 czerwca 2012

Turysta we wiosce


Turysta we wiosce witany jest po królewsku: śpiewem i tańcem, świeżym posiłkiem i oczywiście rytualnym napojem KAVA. Proszek ze zmielonych korzeni owinięty w szmatkę zalewa się zimną wodą i przy rytualnych śpiewach i modłach powstaje napój uspokajający i magiczny kava. 

Tradycyjnie woda była przechowywana w bambusowych tubach. I gdy już powiesz skąd jesteś i po co przychodzisz i Szef wioski cię oficjalnie powita i poczęstuje napojem kava to już nie jesteś obcy, ale swój i możesz się czuć jak u siebie. Trzeba jedynie pamiętać, że we wiosce tylko Szef ma prawo nosić okulary i nakrycie głowy - reszta nie. Takie jest zbójeckie prawo :-) Za drobe możesz kupić oryginalne pamiątki z Fiji robione ręką tubylca. My odwiedziliśmy dwie wioski: Namuamua - wspólnie śpiewaliśmy i tańczyliśmy i jedliśmy bezglutenową tapiokę (coś jak ziemniak) i piliśmy kavę i się dowiedzieliśmy, że wioska ma nawet swoją stronę www :-)  oraz Yanuya nieopodal samotnej wyspy z filmu Cast Away z Tomem Hanksem. 

W dużych wioskach to i generator prądu mają, i szkołę, i przynajmniej dwa duże murowane kościoły: jeden dla metodystów a drugi dla katolików. Kanibalizm i wiara w magiczne siły na Fiji już ponoć zanikły...











piątek, 29 czerwca 2012

Jak żyć??? będąc tubylcem


Jak się jest tubylcem to już trochę gorzej się żyje, bo i na gorączkę denga można zejść śmiertelnie, i powódź zalać może i tsunami, trzęsienie ziemi  i cyklon zagraża. Wody bieżącej i prądu za bardzo nie ma, a jak mieszkasz we wiosce to generalnie w 'lepiance' z blachy falistej. 


W zasadzie ryb w oceanie i rzekach pod dostatkiem, tapioka pod domem rośnie i inne warzywa, kava też jest (na zdjęciu kobieta z wagą w tle sprzedaje korzenie i proszek kava), a czasem i krzak konopii indyjskiej się trafi więc radość z życia jest pełna. Toteż tubylcy są i radośni i uśmiechnięci i przyjaźni, i do każdego napotkanego turysty z oddali wołają BULA, czyli 'Witojcie'!

Pracę poza wioską najczęściej może tubylec znaleźć w branży turystycznej w biurze podróży lub jako obsługa hoteli. Zarobek z tego jest około 3 dolarów fijijskich na godzinę. Przy czym paczka makaronu w supermarkecie kosztuje również około 3 dolarów. Za to na targu za 3 dolary można nakupić masę warzyw i owoców. I jakoś się żyje. Generalnie z uśmiechem na twarzy.